Bez Pługa / Konstrukcja na miarę potrzeb
Maszyna opisywana przez nas tym razem jest dobrze znana, w zwłaszcza wszystkim tym, którzy polubili nasz profil na Facebooku (https://www.facebook.com/bezpluga), gdyż jej konstruktor regularnie podsyłał nam zdjęcia z postępu prac. Wszyscy mogli więc prześledzić kolejne etapy budowy maszyny: od momentu wycięcia poszczególnych elementów i połączenia ich w większe części składowe, poprzez malowanie i składanie wszystkiego w całość. Pracę zwieńczył film pokazujący, jak maszyna pracuje podczas siewu kukurydzy.


Pan Paweł Pietrzak uprawą bezorkową zainteresował się, będąc jeszcze uczniem szkoły średniej. Początkowo wiedzę czerpał z internetu oraz obserwacji ogródka mamy (uprawianego bez odwracania gleby od wielu lat). Pierwsze próby uprawy bezorkowej w gospodarstwie rozpoczęły się dziewięć lat temu, a od pięciu pług nie jest używany w ogóle. 

Bohater kolejnej odsłony naszego cyklu „Rolnik konstruktor”, pan Paweł Pietrzak, pierwsze informacje dotyczące uprawy bezorkowej znalazł, przeszukując internet. Temat bardzo go zaciekawił, dlatego postanowił pogłębić swoją wiedzę. Na polach gospodarstwa rodziców dostrzegł słomę z poprzednich zbiorów, która wyorywała się podczas orki. Jednocześnie obserwował warzywniak mamy, która – jak sam mówi – stara się współpracować z naturą. Nie stosowała ona w swoim ogródku żadnych zabiegów spulchniających, ale bardzo dbała o to, by zawsze, kiedy nie ma na grządkach roślin, były one okryte dużą ilością materii organicznej. Mimo braku spulchniania gleba, na której znajdował się warzywniak, była w zadziwiająco dobrej kondycji, głównie za sprawą dużej liczby żyjących w niej dżdżownic. Skoro uprawa bezorkowa udała się na warzywniaku, to dlaczego nie miałaby się udać na polu?

Strip-till zbudowany przez pana Pawła jest czwartą wersją maszyny. Dozowanie nawozów odbywa się chwilowo w sposób mechaniczny, gdyż tydzień przed rozpoczęciem prac ciągnik z przednim TUZ-em, na którym miał być zawieszony zbiornik nawozu, uległ poważnej awarii. 

Pan Paweł zdecydował więc rozpocząć eksperymenty z technologią bezorkową w gospodarstwie swoich rodziców, kiedy był jeszcze w szkole średniej. Pierwsze zasiewy bez użycia pługa zostały przeprowadzone dziewięć lat temu. Co prawda wygląd pola zasianego w nowym systemie nie napawał optymizmem, jednak ojciec pana Pawła „przymknął oko” na dużą ilość resztek pożniwnych zalegających na powierzchni gleby oraz nie brał do serca życzliwych rad sąsiadów, którzy kwestionowali sukces uprawy bez użycia pługa. Wyniki doświadczeń były zadawalające i tak, rok po roku i pole po polu, zwiększał się areał uprawy bez pługa.  (...)
 

Jak tłumaczy konstruktor, talerz rozcinający musi pracować przed gwiazdkami rozgarniającymi. Taki układ eliminuje owijanie się na nich resztek pożniwnych. Łapa jest własną konstrukcją rolnika i może pracować na głębokość do 30 cm. Za nią jest dozowany nawóz, który ma być docelowo odkładany na dwóch głębokościach. 

Poszukiwanie optymalnego rozwiązania
Z uwagi na wielkość gospodarstwa (70 ha) zakup gotowej maszyny do uprawy pasowej nie wchodził w grę, gdyż wiązałby się ze zbyt dużymi kosztami. Postanowił więc skonstruować maszynę we własnym zakresie. Jak mówi, bardzo dobrze radzi sobie ona z obróbką metalu, co udowodnił, budując różne urządzenia na potrzeby gospodarstwa. Do pierwszej wersji maszyny wykorzystał ramę ze starego kultywatora oraz to, co znalazł na pobliskich złomowiskach. Po testach powstawała kolejna wersja, aż w końcu udało się dopracować całość tak, aby zbudować obecną, czwartą generację urządzenia. Jest to maszyna sześciorzędowa z możliwością pracy w rozstawie rzędów 45 cm (do siewu buraków) oraz 75 cm (do siewu kukurydzy). Za maszyną agregowany jest siewnik punktowy. Uprawa zaczyna się od kroju pochodzącego z pługa, który rozcina glebę, a znajdujące się tuż za nim gwiazdki rozgarniające wycięte są według własnego pomysłu ze stali Hardox. Za nimi mieści się łapa spulchniająca, która może pracować do 35 cm głębokości. Za nią znajduje się wylot nawozów. (...) 

Każdy rząd uprawowy jest zawieszony na równoległoboku i można go wyposażyć w dodatkowe sprężyny zwiększające docisk. Gładkie koła dogniatające jako jedyne nie oklejały się mokrą glebą, której nie brakowało tej wiosny. Po pierwszym przepracowanym sezonie konstruktor zauważył potrzebę przebudowy systemu kopiowania terenu. 

O glebę trzeba dbać
Pan Paweł Pietrzak wraz z rodzicami i bratem Adamem gospodaruje w Niedrzwicy Kościelnej, położonej w województwie lubelskim. Prowadzą tam hodowlę zarodową trzody chlewnej opartą na 40 maciorach w cyklu zamkniętym. Siłą rzeczy płodozmian podporządkowany jest potrzebom zwierząt i zawiera duże ilości zbóż: jęczmień jary, ozimy, pszenicę jarą i ozimą oraz pszenżyto. Przerywnikiem monokultury zbożowej jest burak cukrowy, rzepak ozimy oraz kukurydza na ziarno. Gleby w gospodarstwie to w większości V i IV klasa, ale jest także kilka hektarów klasy III. Podglebie w przeważającym stopniu jest piaszczyste, jednak pod nim zdarzają się warstwy gliny. Kluczowy problem rejonu, w jakim znajduje się gospodarstwo, stanowi mała ilość opadów. Jak mówi pan Pietrzak, od 10 lat obserwuje na polach „wypaleniska” spowodowane suszą, na których nic nie rośnie. Dodaje, że odkąd pola przestały być orane, ich stan znacznie się poprawił. Według wyników badań glebowych przeprowadzanych regularnie co trzy lata zawartość składników pokarmowych na całym obszarze zwiększyła się, a poziom próchnicy wzrósł z około 1,9% do 2,8%. (...)


Pole z kukurydzą zasianą po rzepaku. Z uwagi na duże ilości wilgoci wiosną oprysk niszczący samosiewy rzepaku został przeprowadzony dopiero po siewie kukurydzy. Tegoroczna zimna wiosna opóźniła znacznie wschody kukurydzy.

Lepiej kupić zachodnie
Jak mówi Paweł Pietrzak, odejście od pługa w gospodarstwie dało dużo pozytywnych efektów. Pola się wyrównały i zniknęły place, na których rośliny nie chciały rosnąć. W latach o trudnym przebiegu pogody plony są bardziej stabilne dzięki temu, że rośliny są mniej narażone na stres. Dzięki poprawie stanu gleby rolnik spłyca poszczególne zabiegi uprawowe i dąży do jak najmniejszej ingerencji w nią. Zaobserwował także, że pola nieorane mają większą nośność i lepsze odprowadzenie wody, co pozwoliło mu w tym roku na siew w połowie marca, kiedy to na polach zaoranych nie było możliwości wjazdu. Martwi go degradacja substancji organicznej w glebie, jaka dokonała się w ciągu ostatnich 50 lat i wynika z intensywnej uprawy oraz stosowania dużych i ciężkich maszyn. Mimo młodego wieku gospodarz zastanawia się, co będzie za 20–30 lat, jeśli rolnicy nie zmienią swojego postępowania. (...)

Widocznym efektem rezygnacji z pługa jest lepsze wyrównanie gleby na polach oraz wzmożona aktywność dżdżownic, które przerabiają resztki organiczne na koprolity, czyli nawóz najbardziej przyjazny roślinom. 


Więcej przeczytacie w magazynie "Bez Pługa" 3/2017.

Tekst i zdjęcia: Michał Wołosowicz