Bez Pługa / Rolnik-Kontruktor / Nauka nieorania - "Bez Pługa" 6/2018
Bez Pługa / Rolnik-Kontruktor / Nauka nieorania -
W ostatniej odsłonie drugiej edycji konkursu „Rolnik konstruktor” zawitaliśmy na Pomorze. Tu na niełatwych mozaikowatych glebach gospodaruje pan Krzysztof Żandarski, który od kilku lat, jak sam to określa, uczy się uprawy bezorkowej. Jakie są efekty tej nauki? Piszemy o tym poniżej.




(...)
Pan Krzysztof Żandarski początkowo wiązał swoją przyszłość z zupełnie inną branżą. Rolnikiem został dopiero w 2007 roku, kiedy przejął gospodarstwo od rodziców. Obecnie liczy ono 32 ha i jest położone we wsi Myśligoszcz znajdującej się w województwie pomorskim. Gleby są tu zróżnicowane zarówno pod względem bonitacji (III–VI klasa), jak i rodzaju: od piachów po ciężkie gliny. Lodowiec, który ukształtował ten obszar, zostawił po sobie także sporo kamieni i lekko pofałdowany teren, urozmaicony wąwozami i oczkami wodnymi. Jak mówi rolnik, wygląda to bardzo ładnie, ale ciężko pracuje się na polach, które nie mają ani jednej prostej miedzy.


Pan Krzysztof Żandarski przed pięcioma laty rozpoczął w swoim gospodarstwie przygodę z uprawą bezorkową. Swój przyczepiany kultywator do uprawy głębokiej o szerokości 2,3 m zbudował w większości z materiałów pochodzących z odzysku. 

Na początek głębosz
Pan Żandarski na początku uprawiał swoje pola – podobnie jak wszyscy wokół – metodą orkową. Wspomina, że zwykle przez cały dzień orał zestawem składającym się z ciągnika Fortschritt ZT 323 – A o mocy około 100 KM oraz pługa B200. Następnego dnia od rana doprawiał to, co zaorał wcześniej, przy pomocy agregatu stworzonego z ciężkich bron z wałkiem strunowym. Jak sam mówi, na orkę jednego hektara na niektórych działkach trzeba było zużyć około 20 l oleju napędowego oraz 7,5 l na jej doprawianie. Orka była zwykle wykonywana na głębokość 22 cm. Jednak jej przeprowadzanie na tak nieregularnych polach zajmowało również bardzo dużo czasu.
(...) Zaczął więc szukać informacji na temat zasad uprawy bezorkowej i coraz bardziej zapalał się do przestawienia gospodarstwa na nowe tory. Przez kolejne dwa lata na części areału pracował głęboszem, a resztę orał. Jednak w tzw. międzyczasie uznał, że dalsza orka nie ma sensu i postanowił skonstruować swój własny kultywator.

Maszyna na miarę
Jak mówi rolnik, nad konstrukcją maszyny myślał prawie całą zimę i w miarę postępów, gromadził potrzebne materiały. Dużą pomocą służyli mu koledzy z wspomnianego wcześniej forum, a sama koncepcja kultywatora pochodzi od pana Marka Popisa, rolnika spod Olsztyna, który sam konstruuje maszyny do swojego gospodarstwa. Większość potrzebnych materiałów rolnik zakupił na złomowisku. Koła wraz z piastami pochodzą z przedniej osi ciągnika Fortschritt, cięgła do regulacji głębokości były kiedyś częścią jego tylnego podnośnika. Siłownik wydźwigający został przejęty z ciągnika MTZ, zaś rama kultywatora to dwa zespawane ze sobą ceowniki 100. Osiem zębów typu „świński ogon” o szerokości 35 mm rolnik nabył przez internet, podobnie jak nakładki o szerokości 60 mm.
Kompletna maszyna waży około 2 t. Do kultywatora rolnik zespawał dwa wały: jeden rurowy do uprawy jesiennej przed roślinami jarymi (wał służy tylko ustalania głębokości pracy maszyny, nie rozbija brył – to zadanie wykonuje mróz) i drugi płaskownikowy, który doprawia glebę; rolnik używa go tylko do uprawy przed siewem roślin ozimych. Wygląd maszyny rolnik zaprojektował w programie Corel. Jak mówi, jest to co prawda program 2D, ale przy odrobinie wyobraźni nie ma większych problemów podczas prac warsztatowych. Aby równo wyciąć potrzebne elementy, pan Krzysztof zakupił plazmę. Wszystkie prace oprócz toczenia wykonał własnoręcznie. 
(...)

Prosta technologia
Rolnik tuż po zbiorze płytko uprawia pola, używając do tego talerzówki BDT o szerokości 3 m. Głębokość pracy utrzymuje za pomocą wału rurowego, który przekłada z kultywatora. Celem tego zabiegu jest zmieszanie słomy pozostałej po zbiorze roślin z glebą i pobudzenie samosiewów do kiełkowania. Po dwóch tygodniach wykonuje następne talerzowanie, by zniszczyć część samosiewów, a potem bronowanie, by zwalczyć kolejne. Na koniec czasem stosuje jeszcze oprysk glifosatem w dawce 0,5 l/ha. Przed siewem spulchnia glebę na 25 cm, używając do tego kultywatora. Siew wykonuje biernym agregatem uprawowo-siewnym z nabudowanym siewnikiem Fiona. Zdaniem rolnika, jej redlice w kształcie półksiężyca doskonale radzą sobie z resztkami pożniwnymi i dobrze umieszczają nasiona w glebie. O tym, jaki wpływ na glebę ma zaprzestanie orki, pan Krzysztof przekonał się w ubiegłym bardzo mokrym roku. Rolnik w okienku pogodowym na swoim polu (od kilku lat uprawianym bez pługa) po łubinie wykonał uprawę głęboką, a sąsiad zza miedzy na polu po rzepaku przeprowadził orkę. Gleba na obu powierzchniach jest taka sama. W nocy spadło 20 mm wody. Po kilku dniach panu Żandarskiemu udało się przesuszyć glebę lekkimi bronami i wykonać siew pszenicy. Jego sąsiad przy każdej próbie uprawy gruberem robił głębokie koleiny i zboże na tym polu zasiał dopiero wiosną. Rolnik jest przekonany, że to właśnie dzięki uprawie bezorkowej struktura gleby poprawiła się na tyle, że odprowadziła nadmiar wody w głąb profilu glebowego.

Próchnicy nie można kupić
Cała słoma w gospodarstwie pozostaje na polu, gdyż – jak obliczył rolnik – wartość zawartych w niej składników kosztowałaby w nawozach mineralnych około 400 zł/ha. Jak mówi pan Żandarski, nikt mu tyle za słomę nie zapłaci, a słoma to składnik do budowy próchnicy, której nie można kupić. Zaobserwował, że co prawda pojawia się więcej chwastów, ale wystarczy pilnować terminów odchwaszczania i nie ma z nimi problemów. Trzeba także poświęcić więcej uwagi na walkę z samosiewami, aby w suchych latach nie „wypijały” wody, ale rolnik podkreśla, że to samo robi się w technologii orkowej. 
(...)






Kultywator może pracować na głębokość do 25 cm, ząb typu „świński ogon” ma szerokość 35 mm, a nakładki robocze 60 mm. Do uprawy przedsiewnej do zbóż ozimych rolnik zakłada do kultywatora wał płaskownikowy, który lepiej rozbija bryły.




Zaraz po kombajnie rolnik płytko talerzuje ściernisko, aby wymieszać słomę z glebą i pobudzić nasiona do kiełkowania. Używa do tego talerzówki starego typu, którą doposażył w wał w celu utrzymania żądanej głębokości roboczej.

Więcej na ten temat przeczytacie w "Bez Pługa" w nr. 4/2018.